Dlaczego motolotnie? Przecież to niebezpieczne…

Tym zagadkowym tytułem chciałbym rozwinąć luźną pogaduchę (a raczej monolog) o tematyce, o której należy mówić otwarcie – bezpieczeństwo latania na motolotni i bezpieczeństwa w lotnictwie lekkim. Temat ten pojawia się dość nieśmiało, no ale pojawia się, więc pora go rozwinąć.

Mazury

Mazury podczas wyprawy w 2014r

Na początek podstawowe pytanie, które z pewnością chciałbyś zadać: czy motolotniarstwo jest niebezpieczne? Przecież tyle się słyszy o wypadkach „jakieś” paralotni, motolotni, awionetki etc. A jednocześnie słyszy się, że latanie jest najbezpieczniejszą formą transportu. Ba, usłyszałem nawet kiedyś stwierdzenie, że teraz (po lotach) zaczyna się najniebezpieczniejsza część – powrót samochodem z lotniska do domu. Jak to w końcu jest? Pomińmy na początku jeden zasadniczy fakt – jeżeli zdarzy się tragiczny wypadek lotniczy to jest sensacja, a jeżeli się zdarzy tragiczny wypadek samochodowy, to już nie. Wszak słyszymy o wypadkach lotniczych na drugim krańcu świata, ale jeżeli chcielibyśmy uzyskać informację o wypadkach samochodowych w tych miejscach, to już musimy mocno zagłębić się w literaturę, bądź statystyki. Nikogo nie dziwi liczba kilkudziesięciu śmiertelnych wypadków samochodowych podczas weekendu świątecznego. 
Posiłkując się oficjalnymi statystykami (głównie z USA) i źródłami literackimi (m.in. Paul A. Craig „Strefa Śmierci – jak i dlaczego giną piloci”) chciałbym przedstawić najpierw „suche” fakty. Ale porównując „jabłko do jabłka” a nie same ilości (czyli nie ilość wypadków samochodowych do wypadków lotniczych, bo sama ilość nam nic nie da), trzeba tu rozważyć liczbę ofiar śmiertelnych na każdy przebyty km/milę. Trzeba trochę poprzeliczać, gdyż statystyki wypadków drogowych w USA są podawane na każdą przebytą milę, a w lotnictwie – na każdą godzinę w locie. I tak sprowadzając do wspólnego mianownika otrzymujemy, że w lotnictwie lekkim wskaźnik śmiertelności wynosi 15,4 na 100 milionów mil, a w komunikacji samochodowej – 1,41 na 100 milionów mil, czyli lotnictwo lekkie jest 10,9 razy bardziej niebezpieczne od jazdy samochodem. A jak lotnictwo lekkie ma się do lotnictwa komercyjnego? Tu już sprawa jest prostsza, bo oba wskaźniki mają wspólny mianownik. Wskaźnik śmiertelności w lotnictwie lekkim to 2,32 na każde 100 tys wylatanych godzin, a w lotnictwie komercyjnym – 0,65 na 100 tys h. Lotnictwo lekkie jest zatem również bardziej niebezpieczne niż lotnictwo komercyjne. 2015-02-01 14.50.40Resumując: lotnictwo lekkie jest ponad 10 razy bardziej niebezpieczne niż jazda samochodem. Szok? Nie – po prostu trzeba mieć tego świadomość. Inna sprawa to powody wypadków lotniczych – tutaj powiedzmy sobie szczerze, że większość z nich to szeroko rozumiany „błąd pilota”. Maszyna myli się rzadko, człowiek niestety nie. Inna sprawa to tzw. „Strefa Śmierci”. Analizując wypadki można zauważyć, że duża część z nich pojawia się u pilotów z stosunkowo niskim nalotem. Okazuje się, że znaczna część takowych wypadków (ponad połowa w latach 2000 – 2011, a prawie 3/4 w latach 1983-1999) znajduje się w przedziale do 350h nalotu pilota. Dlaczego tak się dzieje? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie (w poszukiwaniu odpowiedzi polecam w/w książkę). Rutyna? „Syndrom Boga”? Nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie, żeby odpowiedzieć na to pytanie.

No dobrze, ale skoro jest to tak niebezpieczne do dlaczego latam? No cóż, w lotnictwie nie da się wyeliminować niebezpieczeństwa, ale można go zmniejszyć do akceptowalnego poziomu. Przepisy, resursy każdej części, badania techniczne, egzaminy, wymiana doświadczeń – wszystko to pozwala zmniejszyć ryzyko. Nie wyeliminować! Ono cały czas pozostaje i mamy tego pełną świadomość. Zawsze przy takich rozważaniach przypomina mi się tekst, który gdzieś usłyszałem  – „Bezpieczeństwo pilota nie zależy od typu samolotu. Ono zależy od typu pilota. Maszyna, którą lecisz nie wie jak wysokie masz stanowisko, tytuł naukowy i konto w banku – liczą się tylko Twoje umiejętności pilotażowe i wiedza.” Jest w tym trochę generalizacji, aczkolwiek dużo też prawdy. Jakie jest jeszcze ryzyko związane z lataniem? -Heh, jak ja to mówię, jeśli zasmakujesz w lataniu, to może się zdarzyć, że ci się mocno priorytety w życiu pozmieniają… No dobrze, ale jak to w końcu jest z tym lataniem? 2014-07-31 20.36.35-1PO CO W KOŃCU LATAM? Odpowiedź jest strasznie trudna do opisania. Poczucie wolności? Pewnie tak. Odpowiedzialność? Zapewne. Widoki? Na pewno. Sposób spędzenia wolnego czasu? Nie – to raczej przez lotnictwo nie mam go prawie w ogóle (znajomi potwierdzą, że jak zaczyna się sezon lotniczy, to moje życie towarzyskie spada do poziomu zerowego). Nuda? Na pewno nie – nigdy nie poleciałem „z nudów”. Władza? To też nie to, bo w powietrzu, tak jak na ziemi masz władzę jedynie nad swoim życiem. Szpan? Jeżeli latasz dla szpanu to trzymaj się proszę z dala ode mnie. To po co? Ja zawsze mówię to tak: jak zaczynam przygotowania do startu (tzw. przegląd przed-startowy) to zaczynam być w innym świecie, w którym jesteś tylko Ty i bezmiar przestrzeni wokół…. Kiedyś na jakimś „branżowym” forum, przeczytałem wypowiedź pilota (chyba lotni), którą pozwolę sobie zacytować: „Kiedy nie latałem, pracowałem jak człowiek, jadłem jak człowiek i spałem jak człowiek. Teraz latam. Latanie nie ma jakiegoś wyższego celu. 2014-10-27 11.40.50Po prostu latasz. Ale jak już zaczniesz – przestanie cię bawić jakakolwiek forma aktywności na ziemi – będziesz się ciągle gapił w górę. Kiedyś, kiedy prowadziłem samochód, patrzyłem na drogę, teraz patrzę na niebo. Zanim zacząłem latanie pragnąłem długiego pasma sukcesów w pracy – teraz pragnę długich szlaków na niebie. Kiedyś marzyłem o głębszych relacjach z ludźmi teraz marzę o jeszcze wyższych lotach. Czy ludzkość wymyśliła kiedykolwiek bardziej egoistyczny sposób na życie? Bo, czy jestem lepszym człowiekiem przez to, ze latam? Nie sadzę. Raczej jestem gorszy, bo kiedy akurat nie latam, tylko o tym myślę. Może latanie to po prostu kompletnie nieuleczalne uzależnienie? (…) Możesz latać całymi dniami. Na żaglu w termice, pod podstawą, nad inwersją czy w konwergencji – nigdy nie będziesz miał dość latania. Zdarzyło Ci się kiedyś polatać tak, że po wylądowaniu mogłeś sobie powiedzieć – „tak, dziś już wszystko osiągnąłem”? 2014-08-15 19.31.09-1Nie, nigdy i nigdy Ci się nie zdarzy. Zawsze będziesz chciał albo dłużej, albo wyżej, albo dalej. Zawsze mogłoby być lepiej, gdybyś dłużej pociągnął w tym kominie, albo zakręcił go w drugą stronę, albo trochę wcześniej wystartował, albo nie wpakował się w to duszenie, albo przeczekał na żaglu, albo, albo, albo, albo… Znasz to, prawda? To się nigdy nie kończy. Może dlatego nigdy nie mamy dosyć. Może dlatego ciągle szukamy kolejnego noszenia, kolejnego lotu, kolejnej chmury, kolejnego momentu do startu i kolejnej góry. Tylko po to, żeby się unieść, zostawić za sobą wszystko inne w dole, coraz mniejsze i mniejsze i zamiast tego skupić się na tym jednym. Na tym noszeniu, na tej chmurze, na tym żaglu, na tym szlaku Cu… Bywałem pijany z radości. 2014-11-11 17.04.15Bywałem dumny z sukcesów i szczęśliwy. Jednak żaden inny moment w życiu nie jest dla mnie tak ważnym wspomnieniem jak mój najwyższy lot, czy mój najdłuższy przelot. Przy tym żaden lot nigdy nie jest podobny do żadnego innego lotu. W dodatku wszystko to, co przeżywam jest dla nielatających kompletnie nieopisywalne. Ich nie obchodzą duszenia i noszenia. Dla nich żagiel to kawałek płótna, a kominy dymią i trudno zrozumieć, jak można do nich tęsknić. (…) Łatwej mi się dogadać z obcym, ale latającym Grekiem czy Japończykiem niż z własną żoną, czy matką. Dlatego już nigdy nie będę tym, kim byłem nim zacząłem latać. Dlatego nigdy pewnie nie będę do końca zadowolony.”

To jest właśnie kwintesencja lotnictwa, z którą się zgadzam w 100%. Właśnie dla tych krótkich chwil spędzonych w powietrzu warto żyć, nawet, jeżeli to oznacza życie tylko od startu do lądowania, a reszta to tylko oczekiwanie na kolejny start. 2015-08-01 04.54.30Wszak mówią o nas, że jesteśmy szaleni, że obracamy w palcach własnym życiem, że przeciągamy linię z grawitacją, gramy w szachy z ryzykiem, w rosyjską ruletkę z matką naturą. Że nie dość nam latania po prostu – po prostej – do celu. Mówią o nas, że zmierzamy donikąd, że rysunki, które kreślimy na niebie nic nie znaczą – smugi nikną, iskry gasną, hałas cichnie. Mówią, że poplątaliśmy dojrzałość z dziecięcymi pragnieniami. Że to wszystko piękne, szalone, jedyne w swoim rodzaju… Tylko po co? Może brakuje nam adrenaliny? OK, ale co w tym złego? Może szukamy wrażeń zapisanych wyłącznie ptakom – niech i tak będzie. A może po prostu jesteśmy spełnionymi marzycielami? Tymi, którzy dzielą się swoim szczęściem z innymi. Przestrzeń to nasz dom, w którym każdym manewrem, ruchem sterami, każdą komendą i zakrętem rysujemy zaproszenie dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą ile tracą zastając na dole.

Dziś jesteś na ziemi, gdzie chcesz być jutro?