Relacja z wyprawy na Mazury

8 Sie

Na samym wstępie uwaga: strona zawiera bardzo dużo elementów multimedialnych i w przypadku wolnego połączenia internetowego może wczytywać się bardzo długo, więc przez ten czas zachęcam do czytania. Oprócz miniaturek zdjęć, które można powiększyć, w przypadku większej ilości zdjęć zamieszczałem je w galerii podsumowującej każdy dzień. Na samym końcu artykułu znajdują się zdjęcia z zachodów słońca, które można było obejrzeć przez cały czas wyprawy oraz zbiorczy film z całości – zachęcam do obejrzenia po zaznajomieniu się z całą treścią artykułu. Nie opisywałem wszystkich lotów, tylko te ciekawsze, w których odwiedziłem jakieś interesujące miejsca, lub podczas których coś…. ale o tym poniżej.

Jak zwykle historię tej wyprawy najlepiej zacząć od początku. Od dłuższego czasu planowałem jakiś dłuższy wypad w rejon Polski, w którym jeszcze mnie nie było (z motolotnią). Myślałem o Bieszczadach, Bałtyku, Śląsku, ale ostatecznie padło na Mazury – z kilku względów: ładne widoki, spokojne powietrze i prawie całkowity brak stref zakazów lub ograniczeń w ruchu lotniczym.

2014-07-21 07.18.37W sobotę 2014.07.19 zadzwoniłem do znalezionego noclegu z lądowiskiem (opis poniżej) i potwierdziłem nocleg od poniedziałku do bliżej nieokreślonego terminu (wszystko będzie zależało od pogody). Tego samego dnia pojechałem na lotnisko i złożyłem motolotnię. Wybrałem wariant transportu samochodowego + motolotnia na przyczepie, gdyż musiałem zabrać trochę ekwipunku ze sobą oraz sporo innych rzeczy.

2014.07.21 (poniedziałek)

Pobudka o 5 nad ranem, zapakowanie auta i w drogę na lotnisko poDCIM101GOPRO
motolotnię. Zapowiadał się bardzo ładny dzień, aczkolwiek w dniu dzisiejszym nie mam w planach latania, tylko samą podróż + rozłożenie sprzętu na lotnisku docelowym, wraz z sprawdzeniem. Droga przebiegła bez żadnych niespodzianek (uff), oprócz powszechnego zainteresowania, które wzbudzałem oraz godzinnego korku w Warszawie, czyli nic niezwykłego. Na miejscu byłem sporo po 13:00, pod koniec trasy posiłkując się nawigacją lotniczą. DCIM101GOPROPo rozpakowaniu bagaży, zakwaterowaniu się w pokoju przyszła pora na rozłożenie motolotni, a dokładniej skrzydła. Rozłożenie jej nie jest trudne – trzeba tylko wykonywać wszystko po kolei, bez pośpiechu, weryfikując każdy wykonany krok i sprawdzając każdą śrubkę. W jedną osobę, całkowicie bez pośpiechu zajęło mi ponad 2 godziny. Ponieważ pogoda była wręcz idealna postanowiłem przelecieć się po okolicy oraz sprawdzić ustawienie skrzydła. 2014-07-21 18.21.52Przegląd przedstartowy zajął mi ponad godzinę, gdyż zwracałem szczególną uwagę na rozłożone skrzydło, więc start był już przed wieczorem – w idealne wręcz warunki. Dzisiejszy lot trwał około 1,5h po samej okolicy w celu zaznajomienia się z nowym terenem, odszukaniem punktów strategicznych (stacja paliw, sklep), nawigacyjnych (jeziora, maszty wiatraków) oraz samym lądowiskiem. Pierwsze wrażenie z lotu: wszyscy tu do mnie machają! Miłe, bardzo miłe, więc był to niesamowicie pozytywny zastrzyk na koniec dnia.

2014.07.21 (poniedziałek, dzień 1) – Lotnisko Giże k. Olecka

2014-07-22 19.59.28W sumie jest to dzień przyjazdu opisany powyżej, ale chciałbym wspomnieć o samym lądowisku. Rozglądając się po dostępnych lotniskach na Mazurach brałem pod uwagę kilka czynników: po pierwsze lotnisko musi być zarejestrowane w ULC, więc wszystkie przydomowe „trawniki” odpadają, po drugie – spokojna okolica, czyli im mniej ruchu (w szczególności lotniczego) tym lepiej, po trzecie – musi być blisko do noclegu. Wybór padł na Giże k. Olecka (http://www.czteryzywioly.com/) które oprócz lądowiska jest także siedliskiem z gospodarstwem agroturystycznym, więc miejsce idealne dla mnie. Gospodarstwo rewelacyjne (lewa strona zdjęcia powyżej, centralna część zdjęcia poniżej) – cisza spokój i wszystko jest na miejscu – grill, jeziora, kajaki, sauna, przesympatyczny Gospodarz, a przede wszystkim pas jest niezwykle zadbany. Trawa wykoszona 2014-07-22 20.02.14poniżej kostek, pas oznaczony, że widać go z bardzo daleka, rękaw, może brakuje tylko hangaru (ma się to zmienić), ale byłem przygotowany na kotwiczenie na świeżym powietrzu. Pas o wymiarach 700m na 50m pozwalałby mi lądować w poprzek, ale nie chciałem próbować. Obawiałem się, że ukształtowanie mazurskiego terenu spowoduje, że będzie on mocno wyboisty, ale tu się miło zaskoczyłem – okazało się, że jest równiejszy niż u mnie w Aeroklubie a dodatkowo końcówka lekko opada w stronę jezior, więc jak wiatr się dobrze układa (a przeważnie wiało w łożu pasa), to startując dostawało się dodatkowego „kopa” w górę – i tak startując na 80% mocy miałem wznoszenie rzędu 5-6 m/s. Miejsce godne polecenia każdemu pasjonatowi lotnictwa, ale i nie tylko. Jeżeli zastanawiasz się, gdzie podlecieć na herbatę na Mazurach to koniecznie przyleć do Giże, a na pewno się nie zawiedziesz.

2014.07.22 (wtorek, dzień 2) – Giżycko

2014-07-22 18.47.14Kolejny dzień zapowiadał się dość niepewnie – przez cały dzień wiało dość mocno i wcale nie zapowiadało się, żeby wieczorem wiaterek ustał. Według prognozy wiatr sięgał w porywach do 20 kt – jest to wartość znacząco przewyższająca bezpieczne parametry lotu mojego sprzętu, więc pozostało mi oczekiwanie z nadzieją, że wieczorem jednak się uspokoi i na dokładne zaplanowanie kilku wariantów tras – od długiej do Giżycka, po krótką – do pobliskiego Olecka.

Godzina 17-sta – wieje :(, 18-sta cały czas wieje :( 18:30 – nic się nie uspokaja :((( coraz bardziej zrezygnowany zastanawiam się, czy uda mi się w ogóle dzisiaj polecieć, kiedy od 19-staj wiatr stopniowo zaczynał się uspokajać. Jak tak dalej pójdzie, to uda mi się zrobić długą wersję przelotu – do Giżycka. O 19:30 byłem już po przeglądzie przedstartowym i wiatr się na tyle uspokoił, że można było lecieć. 2014-07-22 19.07.08Uspokoił owszem, ale przy ziemi – w górze wiało cały czas dość mocno, jednakże bez porywów. Do Giżycka miałem „z wiatrem”, więc po parunastu minutach byłem już na miejscu, a raczej nad miejscem. Wielkie Jeziora oglądane z ziemi robią wrażenie, aczkolwiek jest to już nie do opisania podziwiając je z powietrza! Plan lotu zakładał dolecenie do Jeziora Niegocin od strony wschodniej, następnie wzdłuż – do Giżycka, które ominąłem od południowego zachodu, następnie po zachodnim brzegu Jeziora Kisajno i okrążenie Jeziora Dargin a następnie powrót – pod wiatr :( Plan udał się w 100%, spodziewałem się trochę większej ilości żaglówek na jeziorach, ale może już jest dość późno i wszyscy są w tawernach a nie na wodzie. Pod wieczór wiatr nie ucichł i całą drogę powrotną miałem idealnie pod jego pęd, więc prędkość postępową względem ziemi miałem około 50 km/h, co przy moim sprzęcie oznaczało wiatr czołowy o prędkości ponad 40 km/h – nieźle. Poniżej galeria z kilku ciekawych ujęć, w której można zobaczyć Wielkie Jeziora, Giżycko oraz niezwykle pofałdowany teren Mazur. Pod koniec tego dnia można było zobaczyć także niezwykły zachód słońca – jego zdjęcia znajdują się w ostatniej sekcji tego artykułu.

2014.07.23 (środa, dzień 3) – okolice Jeziora Śniardwy

2014-07-23 18.04.46

Rano okazało się, że znajomy (notabene mój instruktor) jest z swoim sprzętem (motolotnią operującą z wody) niedaleko Jeziora Śniardwy i zaprasza do siebie. Cały dzień niestety dość mocno padało z porywistym wiatrem, więc nie zapowiadało się na pogodę lotniczą. Od 16-stej chmura przeszła i pogoda się uspokoiła, przynajmniej tak to wyglądało z ziemi. Po 17-stej byłem już w powietrzu. Do wysokości 300 metrów powietrze było mocno niespokojne (po deszczu), powyżej natomiast wiało bardzo mocno (30-60 km/h). Ponieważ kierunek wiatru był praktycznie zgodny z moim więc wybrałem bardzo szybki lot na wysokości ponad 600m – prosto na deszczową chmurę, która niedawno przeszła nad lotniskiem. Sumując moją prędkość z 2014-07-23 17.59.03-1prędkością wiatru na miejscu byłem po 15 minutach (!), szybko obliczając w głowie podczas lotu wyszło mi, że powrót w takich warunkach będzie trwał ponad godzinę. Po wylądowaniu i krótkiej rozmowie okazało się, że deszczowa chmura postanowiła zawrócić i kieruje się z powrotem w naszym kierunku. Pamiętając, że powrót będę miał z czołowym, silnym wiatrem postanowiłem się szybko ewakuować. Na domiar złego musiałem ominąć zakazaną strefę ruchu lotniczego – poligon wojskowy w Orzyszu (zdjęcie po prawej), więc lot był jeszcze dłuższy. Ponieważ paliwa miałem bardzo dużo, a na plecach czułem praktycznie zimny powiew deszczu wybrałem opcję lotu siłowego – czyli na maksyma2014-07-23 19.44.27lnym ściągnięciu skrzydła z dużą prędkością. Dzięki temu prędkość postępowa zwiększyła się o jakieś 10 km/h, może nie jest to dużo, ale biorąc pod uwagę silny wiatr czołowy i zbliżającą się chmurę przyrost prędkości z 30 km/h na 40 km/h okazał się zbawienny – udało się. Chmura mnie nie dogoniła i bez problemów wylądowałem przed 20-stą. Po paru minutach okazało się, że chmura ponownie zmieniła zdanie i postanowiła… się rozwiać – po paru minutach nie było po niej śladu. Niestety ponad godzinny, siłowy lot powrotny znacząco obniżył moją sprawność fizyczną i skończyło się na „lataniu”, ale w trochę inny sposób – taki przez który następnego dnia omija się pojazdy spalinowe szerokim łukiem ;) Poniżej kilka dodatkowych ujęć z lotu – w śród nich Jezioro Śniardwy widziane od strony wschodniej.

2014.07.25 (piątek, dzień 5)

Lot o wschodzie słońca

2014-07-25 04.27.40Ponieważ w poprzedni dzień nie latałem postanowiłem dzisiaj polatać trochę dłużej. Doszedłem do wniosku, że pierwszy start przed wschodem słońca będzie idealną porą na rozpoczęcie lotniczego dnia. Prognoza zapowiadała się idealnie, więc wyznaczyłem trasę maksymalnie długą, na ile mi pozwalają pełne zbiorniki paliwa. Przegląd przedstartowy zrobiłem jeszcze podczas porannej szarówki. Lekko po 4-ej nad ranem byłem już na końcówce pasa startowego (z dala od zabudowań) i grzałem silnik. Startem pobudziłem z pewnością całą okolicę. Trasę wykonałem na dość znacznej wysokości, aby nie pobudzić większej ilości osób. Lot odbył się w zupełnej ciszy i spokojnym powietrzu. Zadziwiavlcsnap-2014-07-25-08h35m18s18jące jest, jak słońce po prostu wyskakuje znad horyzontu – podczas startu nie było go nawet widać, a na wysokości przelotowej było już w całej okazałości. Lot po trasie Jezioro Śniardwy->Mikołajki->Ryn->Giżycko obfitował w niesamowite widoki a o tej godzinie jedynym ruchem na jeziorach byli bardzo nieliczni rybacy. Nawet miejscowości wyglądały na opuszczone – wszystkie statki pływające były spokojnie przycumowane do portów. Wschodzące słońce zapewniło niesamowite okazję do zrobienia rewelacyjnych zdjęć – kilka z nich znajduje się poniżej.

2014-07-25 05.08.46W locie powrotnym spotkałem pierwszy inny statek powietrzny (jak na razie latałem sam) – był nim balon. Kalkulując paliwo wyliczyłem, że mogę zboczyć z kursu lecąc w jego kierunku maksymalnie o 6 minut, później już pozostanie mi tylko nietykalna rezerwa. Ustawiłem odliczanie na drugim stoperze i zmiana kierunku. Loty przez statki powietrzne z napędem w pobliżu balonów są bardzo mocno ograniczone przepisami, więc zbliżyłem się tylko do niego z prawidłowego kierunku i tylko na dozwoloną odległość. Zamachałem skrzydłami w pozdrowieniu i obrałem powrotny kurs na lotnisko. Rzut okiem na stoper – nie jest dobrze – jestem 2 minuty po odliczaniu, jak się zmienią warunki te 2 brakujące2014-07-25 06.32.25 minuty mogą okazać się zgubne. Cały lot powrotny to była weryfikacja ilości pozostałego paliwa oraz przeliczanie, czy go wystarczy. W momencie, kiedy rozpocząłem spalać rezerwę doszedł jeszcze jeden element – rozglądanie się za miejscem do lądowania. Będąc około 2 km od lotniska pozostało mi 2 litry rezerwy paliwa, co wystarcza na odbycie około 10 minut spokojnego lotu, więc uda się. Muszę przyznać, że lądowanie na oparach nie należy do najprzyjemniejszych. Po ochłonięciu, odpoczynku i w trakcie kolejnych lotów tego dnia, w głowie zrodził mi się kolejny pomysł, który mam nadzieję uda mi się zrealizować wieczorem.

FL110 na motolotni

2014-07-25 19.14.15Latając na motolotni zastanawiała mnie jedna myśl – na jaką wysokość jestem w stanie wlecieć? Zrzucając skoczków spadochronowych latałem na wysokości ponad 1300m, nad moim Aeroklubem mamy określoną maksymalną wysokość, poniżej której możemy latać – tutaj nie ma takich ograniczeń, więc przyszła pora, aby sprawdzić, czy uda mi się wzbić na dość znaczną wysokość – maksymalna dozwolona, bez składania planu lotu to FL95, czyli 9500 stóp, czyli prawie 3000m i taki obrałem sobie cel. Warunki były bardzo dobre, powietrze niezwykle spokojnie, z temperaturą na ziemi 27°C. Start po 19:00 i delikatne wznoszenie – postanowiłem vlcsnap-2014-07-25-21h01m35s24utrzymywać stałe wznoszenie wynoszące do 2 m/s aby nie przemęczać silnika. Już na wysokości 2km dało się odczuć spadającą temperaturę, gdyż tutaj było 11°C. Od tej pory dostałem także polecenie od FIS-u aby przełączyć się na wysokość baryczną, czyli FL i tak meldować. Wysokość 3km osiągnąłem bez problemu – jedyne co trzeba było zrobić to zwiększyć obroty silnika, aby utrzymać stałe wznoszenie. Muszę przyznać, że widoki zapierały dech w piersiach, aczkolwiek temperatura wynosząca 4°C znacznie chłodziła zapał . Poprosiłem FIS o zgodę na czasowe (max 15 min) zwiększenie pułapu do FL110 (11.000 stóp), czyli prawie 3,5 km. Chwila 2014-07-25 19.33.03ciszy – jest zgoda – gaz „do dechy” i w górę. Aczkolwiek pełny gaz na tej wysokości oznaczał wznoszenie z prędkością 1 m/s, więc planowany poziom lotu osiągnąłem po ponad 5 minutach. Temperatura spadła do 1°C i byłem już nad poziomem chmur, po paru okręgach – wracam. Podczas powolnego opadania przez moment dało się zauważyć niezwykle rzadkie zjawisko optyczne zwane Widmem Brockenu (zdjęcie po lewej stronie), kiedy to można zaobserwować własny cień na chmurze znajdującej się poniżej, który jest otoczony tęczową obwódką zwaną glorią. Zjawisko jest znane także wśród miłośników wypraw wysokogórskich i owiane jest złej sławy legendą, której nie będę tu przytaczał. Po parunastu minutach swobodnego opadania byłem już na ziemi. Cały lot trwał niecałą godzinę a wrażenia pozostaną do końca życia.

2014.07.26 (sobota, dzień 6)

Wigierski Park Narodowy

2014-07-26 16.21.17Cały dzień była piękna i słoneczna pogoda. Na niebie budowały się spore CU, więc idealna pogoda dla szybowników – dla mnie niestety oznacza to dość silną termikę. Na popołudniową trasę wybrałem północno-wschodni rejon Polski, czyli Wigierski Park Narodowy. Przepisy niestety zabraniają latać nad samym Parkiem, ale tylko do wysokości 4000 stóp nad ziemią – powyżej tego ograniczenia już można, a ja zamierzam być wyżej (1500m AMSL). Start po 17 i… można się było tego spodziewać – termika jest bardzo silna. Cały lot do spokojnych nie należał, przy samym Wigierskim Parku Narodowym rozpocząłem wznoszenie do przepisowego pułapu – niestety nad samym parkiem zebrał się olbrzymi Cumulus, którego podstawa była poniżej 1500m, więc abyvlcsnap-2014-07-26-22h56m39s87 nie łamać przepisów zrobiłem pełny zawrót i z powrotem na lotnisko – no nic Park muszę sobie odpuścić. W locie powrotnym zauważyłem lecący z naprzeciwka samolot, więc wykonałem kolejny przepisowy zakręt w prawo zastanawiając się jednocześnie czemu on takiego nie wykonał. Po chwili zorientowałem się dlaczego – pomyliłem samolot z olbrzymim, lecącym orłem. Teraz się zastanawiam, czy ja mam tak dobry wzrok, że go zauważyłem, czy tak słaby, że orła pomyliłem z samolotem. Naczytany i naoglądany historii o orłach atakujących nawet nie małe statki powietrzne postanowiłem ominąć go szerokim łukiem – jak się okazało dobrze zrobiłem, bo orłów była para, więc bardzo możliwe, że latały w pobliżu gniazda.

Wielkie Jeziora

vlcsnap-2014-07-26-22h57m18s221Ponieważ pogoda cały czas dopisywała, a ja miałem chwilę wolnego czasu postanowiłem się wybrać ponownie w okolicę Wielkich Jezior, tym razem z sporą nadzieją zobaczenia dużej ilość żaglówek. Zatankowałem do pełna (tym razem obiecałem sobie trzymać się wyznaczonego kursu i nie zbaczać nawet na chwilę!) i po 18 byłem już w powietrzu. Warunki były idealne – termika stopniowo siadała, a dzień był wyjątkowo słoneczny. Po parunastu minutach lotu byłem w okolicy Jeziora Niegocin i już wiedziałem, że się nie zawiodę – nawet z daleka widać było sporą ilość żagli – widać piękny weekend zachęcił żeglarzy i amatorów sportów wodnych. Okrążyłem zgodnie z planem Giżycko, Jezioro Niegocin, Kisajno, Dobskie i Dargin –2014-07-26 20.14.32 wszystkie były pełne żagli. Narobiłem masę zdjęć, których część zamieszczam w galerii poniżej.

W drodze powrotnej zachęcony przepiękną pogodą postanowiłem uchwycić jeszcze jeden moment – podczas przelatywania nad bardzo czystym jeziorem postanowiłem sfotografować moje odbicie od tafli. Nie było łatwo i cała operacja wymagała kilku prób, ale w końcu się udało – zdjęcie znajduje się po prawej stronie. Podczas powrotu do domu można było zaobserwować niezwykle romantyczny zachód słońca – jego zdjęcia znajdują się na dole artykułu w sekcji o zachodach.

2014.07.28 (poniedziałek, dzień 8) – Ełk

Cały dzień wieje i to silnie, aczkolwiek prognozy zapowiadają, że wieczorem wiatr się uspokoi, ale tylko na około 1h przed zachodem słońca. Temperatura bardzo wysoka – ponad 30 stopni, więc startuję po 19-ej bardzo lekko ubrany. Po 40 minutach wylądowałem się ubrać ;) W górze wiatr dalej 2014-07-28 19.48.47-1hula, ale już nie tak mocno – z moich obliczeń wynikało, że lot będzie z bocznym wiatrem o prędkości około 20-30 km/h, więc nie jest źle. W planach mam lot do pobliskiego Ełku. Nie jest daleko, więc wiaterek nie przeszkadzał, a przez wysoką temperaturę i dużą przejrzystość powietrza dało się zrobić kilka naprawdę ładnych zdjęć. Dodatkowo, czego można się było spodziewać, wieczorem można było zauważyć piękny zachód słońca, więc latałem (po uprzednim przebraniu się w cieplejsze ubrania) praktycznie do momentu aż przepisy pozwalają – czyli do 30 minut po zachodzie słońca.

2014.07.29 (wtorek, dzień 9) – Burza, burza i po burzy

Od początku tygodnia, przez całą Polskę przetaczała się spora burza, więc musiała dotrzeć i na 2014-07-29 19.46.05Mazury. Dotarła we wtorek rano. Raczej nikogo nie muszę uświadamiać, że praktycznie całą spędziłem pod skrzydłem sprawdzając, czy porywisty wiatr nie wyrządzi jakieś szkody motolotni, która stoi na zewnątrz. Podczas tych kilku godzin przeszło przez lotnisko chyba wszystko co mogło (oprócz śniegu) – były wyładowania atmosferyczne, potężne grzmoty, ulewny deszcz, grad, porywisty wiatr, a ja praktycznie cały czas, w razie czego byłem w pobliżu motolotni. Przed 18-stą wszystko ucichło jak przecięte nożem – dosłownie wszystko. Nie było deszczu, chmur i nawet wiatr ucichł. Szybko się przebrałem (i osuszyłem), pozdejmowałem folię z motolotni, przegląd przedstartowy i po 18:30 byłem już w górze. W planach krótka trasa do Jeziora Śniardwy , aby 2014-07-29 20.03.51zobaczyć je przy zachodzącym słońcu (a nie wschodzącym tak jak poprzednio). W powietrzu cały czas królował dość silny boczny wiatr, więc praktycznie całą trasę leciałem mocnym trawersem z skrętem wynoszącym prawie 45°. Przed samym jeziorem dostrzegłem pierwsze oznaki lotnictwa lekkiego – dwie motoparalotnie (zdjęcie po prawej). Wylądowałbym się przywitać, ale znając życie rozgadalibyśmy się, a pora była dość późna, więc na pomachaniu skrzydłami się zakończyło.

2014.07.30 (środa, dzień 10) – Wiatr, wiatr i jeszcze raz wiatr

Prognozy zapowiadają bardzo silne porywy wiatru oraz przechodzący front atmosferyczny więc dzisiaj raczej pogoda nie nadaje się do latania. Wieczorem troszeczkę się uspokaja – startuje i okazuje się, że wszelkie wykresy i dane meteorologiczne mają rację – pogoda nie nadaje się do latania. Jeden krąg nadlotniskowy i jestem już na ziemi – to by było tyle na dzisiaj.

2014.07.31 (czwartek, dzień 11) – Deszcz, ale po deszczu…

2014-07-31 19.11.34Cały dzień leje – co prawda nie jest to silna burza, że muszę stać pod skrzydłem, aczkolwiek cały czas jestem w gotowości. Praktycznie godzinę przed zachodem słońca wszystko się uspokaja i na niebie zaczyna pojawiać się słoneczko. Takie warunki pogodowe oznaczają jedno – zaraz pojawia się niskie obłoczki chmur. Wystartowałem około 19:30 – w górze niespotykane masełko – zero wiatru, zero termiki kompletna cisza i już zaczynają się pojawiać delikatne baranki chmur na bardzo niskiej wysokości (200-300m), kto by pomyślał, że 15 km dalej na 2014-07-31 19.55.48-1zachód znajduje się gigantyczna burzowa chmura (patrz zdjęcie po prawej stronie). Postanowiłem nie oddalać się ze strefy, na wypadek, gdyby ta chmura postanowiła zawrócić. Nie zawróciła i pozostałą część dnia spędziłem na zabawie z wspomnianymi obłoczkami. Jak się okazało te obłoczki to nie wszystko co można było dzisiaj obejrzeć. Podsumowując warstwy atmosfery wyglądało to mnie więcej tak, że nad samą ziemią była zupełna cisza, na wysokości 200-300 m AGL (nad poziomem terenu) wędrowały sobie delikatne obłoczki – 2014-07-31 20.18.58pojawiały się szybko w różnych miejscach i bardzo szybko znikały. Ponad nimi był ponownie pas zupełnej ciszy i spokoju, aż do wysokości około 700m AGL, gdzie znajdowała się delikatna skorupa mgiełki, nad która znajdował się kolejny, tym razem bardzo szeroki pas zupełnej ciszy, a bardzo wysoko (około 3 km AGL) znajdował się kolejny pas chmur – tym razem już gęstych, bez widzialności, od których trzymałem się z daleka. Niezwykle warstwowa atmosfera dawała niezwykłe widoki, na domiar tego podczas zachodu słońcu udało się przebić przez te 2014-07-31 20.36.35-1warstwy i spowodowało niesamowite wrażenie – będąc zawieszony pomiędzy warstwami, zachodzące, czerwone słońce oświetliło wszystko dookoła na jednostajny kolor – patrz zdjęcie po prawej stronie, więcej znajduje się na samym końcu artykułu. Musze przyznać, że dzisiejszy lot będzie należał do tych zapamiętanych na dłuuugi czas. Na szczęście miałem ze sobą aparat, więc zrobiłem niezliczoną ilość zdjęć, poniżej kilka z nich.

2014.08.01 (piątek, dzień 12) – Złe prognozy

2014-08-01 16.56.24Kolejny deszczowy dzień. Ponieważ prognozy zaczynają się robić coraz bardziej pesymistyczne powoli trzeba myśleć o powrocie. Po południu deszcz przestał padać, więc zatankowany pod korek wystartowałem – była 15:30. W powietrzu spokojnie, jednakże na południowym zachodzie można zaobserwować ścianę deszczu – na szczęście jest dość daleko, jednakże początkowo mój lot był skierowany dokładnie w jej stronę. Na szczęście deszcz sobie po prostu tam stał – nie ruszał się w żadną stronę, więc trzymam się planu lotu – Jezioro Śniardwy->Mikołajki->Ryn->Giżycko->Wielkie Jeziora (Kisajno, Dobskie, Dargin). Na Śniardwy zauważyłem buźkę wykonaną z trzciny (zdjęcie powyżej). Na jeziorach sporo żagli – widać weekend ponownie 2014-08-01 17.03.53ściągnął amatorów sportów wodnych. Lot niezwykle spokojny, bez termiki, bez wiatru, można powiedzieć, że masełko. Od Jeziora Śniardwy pozostawiłem deszczową chmurę za plecami i poleciałem na północ przez Mikołajki, Ryn i zachodnim brzegiem Jeziora Niegocin w kierunku Giżycka. Za Giżyckiem wzdłuż Jeziora Kisajno w kierunku Jeziora Dobskiego. Za Dobskim miałem w planach zrobienie pętli wokół Jeziora Dargin, no właśnie w planach – zostały one szybko zweryfikowane kiedy zrobiłem pierwszy zakręt na zachód. Otóż wspomniana ściana deszczu, wzdłuż której wcześniej leciałem, która sobie spokojnie stała daleko na południowym zachodzie postanowiła się ruszyć – oczywiście centralnie w moim kierunku. Będąc na północ od Giżycka nie widziałem już południowego brzegu Jeziora Niegocin, czyli znajdowała się około 10 km na południe ode mnie. 2014-08-01 18.07.29Korekcja kursu, ściągnięcie sterownicy i „strzała” w kierunku lotniska. Według GPS mam około 50 minut lotu, przez cały czas obserwuje chmurę aby zobaczyć w która stronę się porusza. No a jakże – idealnie w stronę lotniska, więc albo dotrę ja tam pierwszy albo ona. Całą drogę powrotną majaczy po mojej prawej stronie (patrz zdjęcie po lewej) nieprzenikniona ściana deszczu i poruszamy się praktycznie równo. Przed samym lotniskiem już wiem, że dotrzemy tam dokładnie w tym samym momencie, albo ona będzie chwilę przede mną. Okazała się szybsza. Wykonując ostatni zakręt kręgu do lądowania dopadł mnie deszcz – vlcsnap-2014-07-31-22h33m11s121na szczęście bez porywów wiatrów, po prostu deszcz, ale z niesamowitym pogorszeniem widoczności (patrz zdjęcie po prawej). Skutek był taki, że jak cały lot wykonywałem w warunkach VFR (z widocznością), tak ostatni zakręt z podejściem do lądowania już w IMC. Widoczności spadła i to drastycznie, na szczęście byłem już na krótkiej prostej do lądowania, więc cały czas miałem widoczność ziemi, a nawet pasa do lądowania. Doleciałem. Gdyby ta chmura złapała mnie trochę wcześniej zamiast lądowania na lotnisku musiałbym lądować w terenie.

2014.08.03 (niedziela, dzień 14) – Suwałki

2014-08-03 19.22.42Pora się zbierać, na ostatnią trasę wybrałem ponownie Wigierski Park Narodowy i Suwałki, gdyż poprzednim razem warunki pogodowe spowodowały, że musiałem zawrócić. Tym razem zapowiadało się przysłowiowe masełko. W trasę wystartowałem o 19-stej. Pogoda faktycznie – masełko, aczkolwiek była bardzo silna inwersja temperatury – na ziemi podczas startu miałem 29°C, a na 300 metrach było 33°C, a na 600 m – ponownie 29°C, nad Suwałkami 21°C, co nie powinno dziwić w końcu to koniec Polski, gdzie kończą się autostrady i nawet ptaki zawracają. Tym razem warunki pozwoliły mi wlecieć nad Wigierski Park Narodowy na 2014-08-03 19.55.09przepisowej wysokości. Bez zniżania kontynuowałem lot nad Suwałki – muszę przyznać, że z góry, nie licząc centrum to miasto blokowisk, które układały się w niesamowite wzorki (patrz zdjęcie po prawej). Nad miastem zrobiłem kilka okrążeń i zbierałem się w drogę prawie powrotną. Prawie bo chciałem jeszcze wykonać niski przelot wzdłuż Jeziora Bolesty. Zauważyłem to jeziorko już wcześniej – bardzo długie, płytkie i po obu stronach masa pól do wylądowania. Oprócz niskiego przelotu (zdjęcie poniżej) postanowiłem jeszcze wylądować na pobliskim polu i… jeszcze się w nim wykąpać :D Zrobiłem kilka okrążeń w poszukiwaniu dogodnego miejsca do wylądowania – nie chciałem ryzykować polnej 2014-08-03 20.14.27-1drogi z uwagi na żniwa i ciężki sprzęt, który po nich uczęszcza powodując spore nierówności. Na polach do wypasu krów też nie chciałem lądować, jednakże z uwagi na liczne niespodzianki, które krowy tam pozostawiały. Wybrałem rżysko przy samej wodzie – najpierw niski przelot z badaniem terenu i dopiero potem pełne lądowanie. Pole okazało się równe niczym pas startowy w moim Aeroklubie (czytaj: coś pomiędzy równym jak stół, a pasem po bombardowaniu). Start w drogę powrotną był już po zachodzie słońca. Jak tylko się poderwałem zauważyłem w niedużej odległości ode mnie motolotnie w powietrzu. TAK! INNĄ MOTOLOTNIE! Przez dwa tygodnie latania po całych Mazurach nie spotkałem w powietrzu praktycznie nikogo, a tu navlcsnap-2014-08-04-00h04m53s106 kresach Polskich są motolotnie! Ściągnięcie sterownicy i długa do przodu. Chłopaki będąc już na ziemi także mnie dostrzegli i gestami pokazali miejsce do lądowania. Wylądowałem, porozmawialiśmy, wymieniliśmy się telefonami i pora na start. Poprosili mnie abym pokazał możliwość niezwykle krótkiego startu mojej motolotni – kolegą motolotniarzom nie mogłem odmówić. Odpalenie silnika, hamulec do oporu, sterownica wypchnięta do oporu i start po wejściu śmigła na maksymalne obroty. Skutek? Po około kilkunastu metrach byłem już w powietrzu. Pora szybko wracać na lotnisko bo jest już dobre 20 minut po zachodzie słońca, na szczęście mam bardzo blisko.

 

Epilog

I tak spotkaniem z innymi motolotniarzami zakończył się mój wypad na Mazury. Podsumowując: spędziłem tam niesamowite 2 tygodnie, na rewelacyjnym lądowisku. Oblatałem Mazury wzdłuż i wszerz. Wypaliłem ponad 350 litrów paliwa, a strony w dzienniku lotów zapełniały się niczym linijki podczas pisania tego artykułu. Dla tych co doczytali i/lub tych co długo czekali na ten artykuł muszę wyjaśnić iż obrobienie ponad 750GB materiału audio-wideo trochę trwa. Pora wrócić do życia codziennego i… zaplanować kolejną wyprawę!

Zachody słońca

Poniżej kompilacja zdjęć z zachodów słońca, które zaobserwowałem podczas całego mojego pobytu na Mazurach. Zachęcam do obejrzenia wszystkich zdjęć w powiększeniu, bo większość z nich to prawdziwe perełki.

Film

Poniżej kilkuminutowa kompilacja ujęć nagranych podczas całego mojego pobytu na Mazurach. Zachęcam najpierw do przeczytania całości artykułu, a  dopiero później do oglądania.

Jeden komentarz w “Relacja z wyprawy na Mazury

  1. Pingback: Weekend na Mazurach | Sky-Life

Dodaj komentarz