14th FAI European Microlight Championship Nagykanizsa Hungary

16 Sie

9-19.08.2017r – ten termin miałem już zaplanowany praktycznie od początku roku – Mistrzostwa Europy w Mikrolotach Klasycznych. W tym roku odbywały się w miejscowości Nagykanizsa na Węgrzech. Pora więc spakować sprzęt i na 2 tygodnie zmienić swoje lotnisko bazowe.

Na miejscu byliśmy kilka dni przed rozpoczęciem oficjalnych treningów – 5-ego wieczorem. A ponieważ pogoda następnego dnia miała jeszcze nie dopisać, to sprzęt rozłożyłem dopiero po 2 dniach. Czas ten za to można było spędzić na dobrym zaaklimatyzowaniu się no i oczywiście podjeżdżając nad Balaton.

Po rozłożeniu motolotni, zaczęliśmy intensywne loty – temperatura nie oszczędzała i codziennie utrzymywało się w granicach 30-40°C, więc o kombinezonie do latania można zapomnieć. Jeden dzień przeznaczyłem na typowe latanie rekreacyjne – Balaton, okoliczne góry i wszystko co się ciekawego da „oblecieć”. Oczywiście nie obeszło się bez intensywnego, godzinnego treningu samych lądowań bez silnika. Znając zamiłowanie organizatorów do tras bez jakichkolwiek prostych odcinków postanowiliśmy ćwiczyć na własną rękę wszelkiego rodzaju krzywe trasy – okręgi, elipsy, węże itp. I tak nastał termin oficjalnych treningów.

Jako pierwszą trasę treningową dostaliśmy… elipsę. Po której musieliśmy idealnie polecieć odnajdując obiekty ze zdjęć, a dodatkowo cztery z nich wyznaczą dwie proste – przecięcie tych prostych wyznaczy punkt końcowy trasy, który trzeba przelecieć. Poszło nam średnio – nie znaleźliśmy jednego zdjęcia z tych, które miały wyznaczyć przecinające się proste, więc szybko obmyśliliśmy plan B, który zakładał polecenie wzdłuż jednej prostej, aż… nam się skończy mapa z nadzieją, że przelecimy nad punktem końcowym, nie wiedząc gdzie on jest. Plan się udał – dolecieliśmy praktycznie do chorwackiej granicy, ale zaliczyliśmy po drodze punkt końcowy trasy. Podsumowując wyniki uzyskaliśmy 5 miejsce – najlepsze z polskich motolotni dwuosobowych!

I tak nastał czwartek, a wieczorem, bez zapowiedzi przyszła burza. Burza z niszczycielskim wiatrem. Pomimo tego, że moja motolotnia była przykotwiczona na 7 (!) kotew – zerwało pasy, lub powyrywało kotwy. Skrzydło połamane, wózek przekrzywiony, owiewki poniszczone. Większość sprzętu w mniejszym, czy większym stopniu ucierpiało. Wiatr przewracał wiatrakowce (na szczęście nie nasze), łamał golenie podwozi w samolotach, motolotnie kręciły salta w powietrzu, zrywało dachy, łamało drzewa, porywało namioty i przyczepy. Żywioł nie do opanowania. Następnego dnia obóz wyglądał jak pobojowisko. Postanowiłem zostawić swoje resztki skrzydła koledze z kadry, którego motolotnia także ucierpiała od burzy, ale w mniejszym stopniu. Udało się z dwóch skrzydeł zrobić jedno w pełni sprawne i przynajmniej on wystartował w Zawodach. Dla mnie niestety to już był koniec tak długo wyczekiwanej imprezy. Powrót do domu w nie najlepszym nastroju, ale nie można się poddawać – wózek jest już u producenta w serwisie, skrzydło niebawem trafi do weryfikacji – ocenimy czy coś jeszcze z niego się uratuje, czy trzeba kupić nowe.

Pomimo tak tragicznego zakończenia udało się trochę polatać nad Węgrami, więc poniżej galeria zdjęć (głównie znad Balatonu) oraz krótki film w jakości HD. A najlepsza wiadomość jest taka, że pomimo wszystkich przeciwności naszej reprezentacji udało się wywalczyć drużynowe złoto!

Dodaj komentarz