XII Małopolski Piknik Lotniczy

27 Cze

2016-06-24 16.24.562016.06.25-26. Na Małopolskim Pikniku Lotniczym bywam chyba od początku, ale w tym roku, po raz pierwszy tam poleciałem. Tak na prawdę przygotowania do Pikniku zaczęły się ponad miesiąc temu – już wtedy wysłałem zgłoszenie z kompletem niezbędnych dokumentów. Piknik odbywa się w samym centrum Krakowa, w Muzeum Lotnictwa Polskiego, w samym środku… CTR Kraków Balice, czyli przestrzeni kontrolowanej. Plan zakłada wylot w piątek po południu i powrót w niedzielę przed zachodem – w obie strony z lądowaniem na lotnisku Aeroklubowym w Pobiedniku Wielkim pod Krakowem. 2016-06-24 17.11.52W piątek pogoda upalna – ponad 34°C, mocno rozbudowane CU, boczny, umiarkowany wiatr –  zapowiadają ciężki lot. Na teren Pikniku mam przybyć o 19, a na Pobiedniku muszę być o 18, żeby złożyć Plan Lotu, więc wystartować muszę lekko przed 16. Tym razem mam ze sobą tylko lekki bagaż – trochę dodatkowego paliwa, sprzęt do kotwiczenia motolotni i stos dokumentów, więc dociążony nie będę. Start planowo przed 16-stą – w górze o dziwo nie jest źle – strasznie ciepło, przez co silnik ma co robić. Trasa zakłada przelot wzdłuż S7 do Kielc, omijając je od zachodu, przez Chęciny, omijając Pińczów i dalej do Pobiednika. 2016-06-24 17.15.11Następnie przez punkt Echo (Elektrownia Wodna w Krakowie) i po prostej, przez miasto do Muzeum. Jak zwykle podczas długich lotów zadziwia mnie różnorodność naszego krajobrazu. Góry Świętokrzyskie to teren bardzo mocno zalesiony (sic!), za Kielcami to praktycznie jedno wielkie lądowisko, a za Pińczowem do Krakowa – pagórkowate pola uprawne. Na Pobiednik dotarłem bez przeszkód, przed 18-stą. Chłodne powitanie na radiu trochę mnie ostudziło – na lotnisku trwały zawody samolotowe. Nigdy chyba tego nie pojmę – na rzadko którym lotnisku Aeroklubowym jestem ciepło witany, za to na prywatnych lądowiskach, w większości jest super życzliwa atmosfera. 2016-06-24 19.37.00Nie rozumiem z czego to wynika. Wracając do tematu – w Pobiedniku delikatne nieporozumienie z Planem Lotu (rozwiązany z niebagatelną pomocą lokalnego motolotniarza), delikatna obsuwa, ale po 19-stej jestem już w powietrzu – tylko kilka minut i lądowanie na terenie Muzeum. Oczywiście podczas tego krótkiego lotu nad Krakowem musiałem porobić trochę zdjęć – szkoda, że to CTR i nie mogę sobie pokrążyć, w sumie to przez smog i tak nie było wiele widać. Szybka łączność przez radio z kontrolerem na lotnisku i lądowanie. Dosłownie po dotknięciu kołami pasa startowego miłe zaskoczenie w korespondencji radiowej: 2016-06-24 19.34.55„Witamy serdecznie na Czyżynach, marszałek już jest w drodze, wskaże stojankę.” Wow! Super przyjaźnie, wiara w życzliwość przywrócona momentalnie. Tego dnia pozostało już tylko zakotwiczenie motolotni, ogarnięcie noclegu i przygotowanie się do jutrzejszych pokazów, bo briefing mamy na 9:30.

Pierwszego dnia miałem pokaz razem z paralotniarzami, drugiego dnia już dysponowałem własnym, 7 minutowym slotem :) Pogoda upalna, słaby wiatr, więc niby wszystko ok, ale teren w centrum miasta jest niezwykle trudny na pokazy. Mamy bardzo ograniczoną strefę i na domiar złego w tej strefie jest kilka bardzo wysokich dźwigów i budynków. Na domiar złego lądowanie na pasie jest znad linii wysokiego napięcia – strasznie trudne miejsce na pokazy, ale mające swój niebagatelny urok!

2016-06-26 11.28.05W niedzielę niestety pogoda miała się załamać – od wczesnego popołudnia mają nadciągnąć bardzo gwałtowne burze, więc zmieniłem plan i startuje na powrót zaraz po pokazie. Zaraz tzn. po dotankowaniu, spakowaniu i pożegnaniu. Przez pierwszą połowę trasy pogoda nawet dobra – ciągle upalnie, ale już nie tak spokojnie. Bardzo niepokoiły mocno rozbudowujące się chmury burzowe w całej okolicy – mam nadzieję, że zdążę. Tym razem trasę pokonuję po prostej, bo burze coraz bardziej szaleją w okolicy – co potwierdza obserwacja i komunikaty z FIS. Na wysokości Kielc już widzę, że będzie problem – nad Górami Świętokrzyskimi szaleje burza. Mijam lotnisko Aeroklubowe w Kielcach i lecę dalej, ale w momencie kiedy przede mną zaczęły się wyładowania atmosferyczne postanowiłem zawrócić do Kielc. 2016-06-26 11.52.41Po lądowaniu analiza pogody oraz telefony do znajomych z okolic Radomia z prośbą o raport pogodowy. Podejmuję decyzję, że startuję i lecę dalej – chmura burzowa znad Gór Świętokrzyskich powinna się przesuwać na wschód, więc ominę ją od zachodu. W powietrzu już się zrobił prawdziwy kocioł – temperatura szalała od 32°C do 20°C, a przecinanie takich spadków przy prędkości ponad 100km/h do przyjemnych nie należy. Przy czym wahania były momentalne – raz gorąco, raz zimno. Do tego zacząłem się dostawać w rejon opadów – kurcze nawet nie mam gdzie wylądować, po pode mną lasy Gór Świętokrzyskich. Łączność z FIS-em z powodu wyładowań elektrycznych niemożliwa, GPS gubi zasięg, a do tego chmury burzowe zaczęły się łączyć ze sobą odcinając mi drogę powrotną do Kielc. 2016-06-26 13.23.37Do Radomia też nie polecę bo na drodze znajduje się przerażająca strefa opadów (patrz foto po prawej). Ze wszystkich opcji mam tylko jeden korytarz bez burz – na północny-zachód. Ze strefy burz wydostałem się praktycznie 50km w bok od lotniska, na szczęście trasa już bez burz, ale pod silny czołowy wiatr. Ostatnie kilometry to już obserwacja oddalających się chmur i obliczanie pozostałego paliwa, bo przez kluczenie pomiędzy burzami ostatni odcinek pokonam na rezerwie. I tak, ze sporym opóźnieniem, ale cały, ląduje „z prostej” u siebie – ponownie w 32°C. Teraz tylko szybciutko schować sprzęt do bezpiecznego hangaru, bo ta chmura, którą zostawiłem za plecami z pewnością zaraz tu dotrze…

Poniżej kilka ujęć z przelotu, oraz video kompilacja ujęć z pokazów.

Dodaj komentarz